w końcu zaczynam tak na poważnie. Mam 85 kg i pora z tym skończyć. Jest to o tyle trudne, że mam wiele zobowiązań. Mam małe dziecko- autystyczne dziecko, które codziennie wożę do przedszkola oddalonego o sporo kilometrów od domu. Wracam do domu na 2-3 godziny do domu i wracam po dziecko na 11.30. Potem szybko obiad i wyjazd na terapię. Po terapii trzeba zająć się dzieckiem, przygotować obiad na drugi dzień i spanie. Mam mało czasu, mało pieniędzy na zainwestowanie w siebie. Zdaję sobie sprawę, że jestem karykaturą samej siebie. Mam rozstępy, urósł mi brzuch i w życiu nie ważyłam tyle co teraz. Do tego mam brak motywacji, a raczej brak sił na motywację. Niebawem będzie przełom w moim życiu i chciałabym skończyć ze zbędnymi kilogramami. Założyłam się z mężem że w końcu schudnę- o co się założyłam powiem 30 czerwca.- w dniu końca zakładu. Moim największym przekleństwem jest uwielbienie do słodyczy. Muszę się w końcu wziąść za siebie i .... wygrać przede wszystkim dla samej siebie. Na chwilę obecną źle się czuję, z samą sobą, w nic się nie mieszczę, szybko się męczę. Chcę mieć więcej sił dla siebie i swojego dziecka. Chcę przeżyć więcej niż średnia krajowa. Czy mi się uda? Pomóżcie, wspierajcie....
walka z kilogramami
Łączna liczba wyświetleń
wtorek, 17 kwietnia 2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
3 kwietnia
dzisiejszy dzień też nie zaczęłam najlepiej. Zjadłam m.in. słodkie naleśniki i wypiłam szklankę coli. Cóż. Problemy się pogłębiają i ciężko się wziąść za siebie. Mój mały autystyczny synuś właśnie usnął. Zaraz wskoczę na wagę by jeszcze bardziej chyba popaść w depresję i migiem na rowerek. Muszę stwierdzić, że chyba waga się popsuła. Właśnie pokazała82,7kg. Tragedia. Mykam na rowerek.
sobota, 31 marca 2012
walczę z samą sobą
Cześć. Moja walka z nadwagą zaczęła się kilka lat temu. Dobre co nie? Najpierw pojawił się malutki brzuszek. Przy moim 163cm nie było to jakąkolwiek nadwagą. A co mnie tam. Miałam wtedy 57kg. Żebra mi było widać nadal, ramiona- skóra i kość.Jedynie zawsze biodra i pupę miałam okrąglejszą. Potem zaczęłam tyć w pracy i nagle miałam 67kg. I wtedy pierwszy raz powiedziałam stop. Był dietetyk? Był. Były ćwiczenia? Były. Chodziłam na aerobik. W 2 miesiące miałam 6kg mniej. Ale zaraz potem miałam efekt jojo. Bo ... zaszłam w ciążę;p Ale i tu miałam wzloty i upadki. Raz 56kg a raz 69kg. Po ciąży miałam 69kg ale został mi brzuch. W trakcie nicnierobienia jadłam sobie tonami słodycze i w ciagu pół roku miałam już 76 kg. Były więc próby chudnięcia u dietetyków stacjonarnych i tych internetowych. Jakimś cudem miałam już nawet 65kg. Ale podłamałam się gdy po urodzinach u teściowej zaczęłam tyć. Do tego doszły jeszcze problemy z dzieckiem. I w tej chwili mam 85kg
Subskrybuj:
Posty (Atom)