w końcu zaczynam tak na poważnie. Mam 85 kg i pora z tym skończyć. Jest to o tyle trudne, że mam wiele zobowiązań. Mam małe dziecko- autystyczne dziecko, które codziennie wożę do przedszkola oddalonego o sporo kilometrów od domu. Wracam do domu na 2-3 godziny do domu i wracam po dziecko na 11.30. Potem szybko obiad i wyjazd na terapię. Po terapii trzeba zająć się dzieckiem, przygotować obiad na drugi dzień i spanie. Mam mało czasu, mało pieniędzy na zainwestowanie w siebie. Zdaję sobie sprawę, że jestem karykaturą samej siebie. Mam rozstępy, urósł mi brzuch i w życiu nie ważyłam tyle co teraz. Do tego mam brak motywacji, a raczej brak sił na motywację. Niebawem będzie przełom w moim życiu i chciałabym skończyć ze zbędnymi kilogramami. Założyłam się z mężem że w końcu schudnę- o co się założyłam powiem 30 czerwca.- w dniu końca zakładu. Moim największym przekleństwem jest uwielbienie do słodyczy. Muszę się w końcu wziąść za siebie i .... wygrać przede wszystkim dla samej siebie. Na chwilę obecną źle się czuję, z samą sobą, w nic się nie mieszczę, szybko się męczę. Chcę mieć więcej sił dla siebie i swojego dziecka. Chcę przeżyć więcej niż średnia krajowa. Czy mi się uda? Pomóżcie, wspierajcie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz